27.FUCKDEMONS
Mam szesnaście lat i nie chcę płakać ani się bać — chcę wieczne wakacje, życie jak baśnie. Szpaku mówi mi, żebym przestał się dziarać, bo wciąż jestem dzieciakiem, ale co on może wiedzieć? Żyję tylko po to, żeby wbić na mapę. Dla miasta Toruń, gdzie krew lała się jak wino — mówią mi Max, a urodziłem się dziewczyną. I nie zrozumiesz, jeśli nie byłeś w mojej skórze.
Swą delikatność ukrywam pod kapturem, bo tak jest łatwiej przetrwać. Jebać to, chcemy się bawić, robić sos. Prawie uciekłem stąd, o mały włos. Zmień cipę na chuja, chuja na cipę — masz transa. Już tak nie boli, odkąd na rany przykładam iced out. Każdy dzień to nowa szansa, świętuj moje urodziny. Dużo zrobiliśmy i jeszcze więcej zrobimy. Żyję dla GUGU, żyję dla rodziny, na zawsze 27demons. Gram dla prawdziwych.
Miasto, szkoła, ludzie, moda — nie potrafię się przystosować. To jestem ja. Upadłem, muszę wstać. Próbowałem się zabić, dziś nie zabijesz nas. To nie tylko krzyk nastolatka, ale manifest przetrwania. Z bólu, niezgody i samotności wyrasta coś prawdziwego — tożsamość, która nie potrzebuje aprobaty. W świecie, który rani, Max wybiera życie. Mimo wszystkiego.