Leigh-Ann
Leigh-Ann
Leigh-Ann
Ten tekst to bardzo szczery zapis walki z samym sobą — z lękiem, presją i poczuciem zagubienia, które potrafią istnieć nawet wtedy, gdy „na papierze” wszystko się układa. Podmiot liryczny mówi o paradoksie: spełnia marzenia, a jednocześnie czuje się, jakby żył w koszmarze. Szczęście jest czymś obcym, a głowa pełna jest niepokoju i autosabotażu.
Refren to wołanie o ratunek — nie tyle od kogoś z zewnątrz, co o uwolnienie się z własnych myśli. Pojawia się też duchowy wymiar: prośba o prowadzenie, sens i zrozumienie, czy to, co się dzieje, to „nowa rzeczywistość”. Bardzo ważny jest moment przełomu w drugiej zwrotce: zatrzymanie ucieczki, zaakceptowanie siebie i odkrycie, że światło, którego się szukało, zawsze było w środku.
Całość jest jak hymn o samopoznaniu i leczeniu się — o tym, że czasem trzeba się „zgubić”, żeby odnaleźć prawdziwą wersję siebie. To utwór, który normalizuje słabość, ale jednocześnie daje nadzieję i poczucie wspólnoty: jeśli czujesz to samo — nie jesteś sam.