Zach Bryan
Zach Bryan
Zach Bryan
Zach Bryan
Zach Bryan
Ten tekst krąży wokół liczby czterdzieści jak wokół obsesji – biblijnej, symbolicznej, ciężkiej od znaczeń. Czterdzieści dni, czterdzieści godzin, czterdzieści powodów – wszystko tu jest przesadzone, wyciągnięte do granic, jakby narrator próbował udowodnić, że wystarczająco się nacierpiał, wystarczająco długo czekał, wystarczająco wiele poświęcił. Alkohol staje się „kupioną odwagą”, chwilowym substytutem siły, której zabrakło w środku, a droga – fizyczna i emocjonalna – zamienia się w pustynię, po której idzie się nie po zbawienie, tylko po odpowiedź. Problem w tym, że odpowiedź nigdy nie nadchodzi. Jest tylko „why” – powtarzane jak modlitwa, która nie zostaje wysłuchana.
Druga warstwa to zderzenie religii z autodestrukcją: cytaty z Biblii na kanapie, trzeźwienie, krzyż niesiony… do baru. To gorzka ironia człowieka, który zna język odkupienia, ale nie potrafi z niego skorzystać, bo cały czas wraca w to samo miejsce – emocjonalnie i dosłownie. Miłość staje się tu próbą, której nie da się zdać ilością wysiłku ani cierpienia. Możesz przejść czterdzieści dni i czterdzieści nocy, ale jeśli druga strona odchodzi, zostajesz tylko z rachunkiem za odwagę, którą kupiłeś, i pytaniem „dlaczego”, które nie ma adresata. To piosenka o tym, że czasem nie przegrywasz dlatego, że było za mało – tylko dlatego, że było nie dla tej osoby.